Schizofrenia w rodzinie
dr n. med. Włodzimierz Szyszkowski
W latach 60. 70. badacze z Anglii i USA zajmowali się wpływem panującej w rodzinie atmosfery na przebieg schizofrenii. Powstało wtedy kilka teorii, które narobiły sporo zamieszania, a obecnie mają raczej znaczenie historyczne.
Taką teorią jest m. in. opisana przez naukowców z Palo Alto w Kalifornii tzw. rodzina schizofrenogenna i matka schizofrenogenna. Otóż schizofrenogenna matka miała być nadopiekuńcza wobec potencjalnie chorego na schizofrenię syna i nadmiernie go kontrolująca. Ojciec zaś bierny, wycofujący się itp. Naukowcy ci stworzyli też pojęcie tzw. podwójnego związania (ang. double bind), jakie miało sprzyjać rozwojowi schizofrenii. Przekazy wysyłane przez rodziców dziecku, zawierać miały jednocześnie dwie sprzeczne informacje, np. "Dobrze dziecko, jak już koniecznie chcesz iść do kina, to idź, nieważne, że będę czuła się samotna". Taki przekaz, powtarzany oczywiście wielokrotnie, miał powodować, tak typowe dla schizofrenii, rozszczepienie.
Teorie te w efekcie spowodowały efekt odwrotny do terapeutycznego, rodziny z piętnem schizofrenogennych czuły się winne choroby dziecka, a poczucie winy nie jest przecież uczuciem konstruktywnym i nie można na tym budować terapii w rodzinie.
Nadal natomiast za pożyteczną uważa się koncepcję expressed emotion (EE), czyli poziomu wyrażanych emocji w rodzinie. Badacze stwierdzili, że chorzy z rodzin z dużym poziomem EE mają częstsze nawroty choroby. Najczęściej wyraża się to nadmiernym, wrogim krytykowaniem chorego, lub nadmiernym zaangażowaniem emocjonalnym. Nie wyjaśnia to przyczyn schizofrenii, ale pozwala zrozumieć, jak rodzina może wpływać na przebieg tej choroby. Ważne, aby zamiast obwiniać rodzinę chorego, pokazać że wszyscy jej członkowie mogą być potencjonalnym źródłem pomocy i wsparcia dla niego. Rodzina ma swoje potrzeby, ale i mocne strony, których rolę trzeba właśnie podkreślić w radzeniu sobie z problemami, jakie niesie choroba. Terapia powinna być wielokierunkowa, ale obecnie najczęściej zawiera psychoedukację oraz ustrukturalizowaną terapię rodzinną, z podkreśleniem technik poznawczo-behawioralnych. Terapeuta powinien być w klasycznym, rogersowskim stylu ciepły, empatyczny i autentyczny.
Współcześnie podkreśla się ogromną rolę psychoedukacji dotyczącą objawów schizofrenii, jej przyczyn i przebiegu oraz leczenia.
Rodzina w wyniku zachorowania jednego z jej członków, często doświadcza uczucia żalu i straty - "To już nie jest ta sama osoba co kiedyś, straciłam/łem ją/jego". Doświadcza się też utraty oczekiwań, które się miało wobec chorego, szczególnie kiedy jest to dziecko.
Często choroba rozpoczyna się w okresie adolescencji i wczesnej młodości, kiedy to rodzice oczekują, że ich pociecha osiągnie wiele w życiu. A tu zdarza się, że młody człowiek przerywa naukę, studia, rzuca pracę, urywa kontakty towarzyskie i społeczne. Utrzymywanie nierealistycznych oczekiwań wobec chorego prowadzić może do ciągłych rozczarowań, napięć i w efekcie - nawrotów choroby. Często rodzice kurczowo trzymają się wspomnień, jakie to kiedyś było ich dziecko. Chory czuje to i odbiera jako brak akceptacji dla jego osoby. Czasem działa tu też mechanizm zaprzeczania chorobie. Zadaniem terapeuty jest pomóc rodzinie uświadomić sobie stratę bez utraty jednak widzenia pozytywnych stron, które przecież nadal istnieją. Należałoby obniżyć nieco oczekiwania i zaplanować realistyczne zamierzenia życiowe.
Ważnym problemem, z którym radzić sobie musi rodzina, jest stygmat choroby psychicznej. Społeczeństwo w większości ma stereotypowe poglądy na chorobę psychiczną. Ten stereotyp zakłąda, że schizofrenik może być agresywny, najczęściej nieprzewidywalny i cierpi na rozdwojenie osobowości. Zarówno sam pacjent, jak i jego rodzina, mogą doświadczać lub subiektywnie odczuwać odrzucenie ze strony innych krewnych, sąsiadów, znajomych. Temu poczuciu odrzucenia towarzyszyć może poczucie winy, złości bądź bezsilności. Często więc fakt choroby psychicznej się ukrywa. Rodzina ogranicza kontakty ze światem zewnętrznym do niezbędnego minimum, aby tylko się "to" nie wydało. Stygmatyzacja więc i lęk przed odrzuceniem może spowodować większe problemy, niż sama choroba, bo często jest to w istocie antycypacja odrzucenia. Unika się ludzi, którzy mogą się stać źródłem pomocy czy wsparcia (np. życzliwi sąsiedzi, przyjaciele z pracy itp.). Jeżeli choruje któryś z małżonków to dość często partner krytykuje go za zachowania, które w istocie wynikają z objawów negatywnych schizofrenii - mała aktywność, wycofanie, niezajmowanie się dziećmi, pogarszanie się statusu ekonomicznego rodziny. Podstawą dobrego małżeństwa są ciepłe uczucia i wzajemne wspieranie się. Schizofrenia jest chorobą, która może upośledzać oba te warunki. Zdrowy współmałżonek może nie postrzegać tego problemu w kategoriach objawów choroby, ale przypisywać partnerowi świadome wycofywanie się z obowiązków. Może doświadczać depresji, czy szukać wsparcia u kogoś spoza małżeństwa, co z kolei budzi zazdrość chorego. Schizofrenia sama w sobie może upośledzać funkcje seksualne, ale mogą też to robić leki. Lekarze bardzo rzadko pytają o tę sferę życia, a pacjenci w związku z tym o tym nie mówią. Terapia powinna uwzględniać także ten aspekt życia.
Szczególnie trudnym problemem jest radzenie sobie dziecka z chorobą jednego z rodziców. Niektórzy chorzy potrafią ukrywać swoje urojenia i halucynacje lub kontrolować je. Wtedy dziecko nie jest narażone na stres związany z taką demonstracją ostrych objawów. Jeśli objawy są często eksponowane, dziecko może być zestresowane i chronicznie smutne. Jest zdezorientowane, nie rozumie, co się dzieje z mamą czy tatą. Trzeba to dziecku wyjaśnić, bo może się zdarzyć, że będzie się czuło winne chorobie rodzica i będzie ją przypisywać swemu złemu zachowaniu.
Ważny jest przebieg choroby, jeśli rzuty są rzadkie i remisje długie, dziecko może odróżnić zdrowe zachowanie rodzica od zaburzonego. W przypadku chronicznego występowania objawów i zaburzonego zachowania, dziecko może nie umieć tego odróżnić. Ma to oczywiście niekorzystny wpływ na jego dorastanie. Ale postawa zdrowego rodzica wobec chorego jest też istotna dla rozwoju osobowości dziecka. Jeśli zdrowy rodzic jest bardzo krytykujący bądź wrogi wobec swego chorego partnera, dziecko może przyjąć tę samą postawę, albo odwrotnie, zacznie chronić i bronić chorego rodzica.
Najbardziej dramatyczna sytuacje jest wtedy, gdy dziecko znajdzie się w systemie urojeniowym ojca czy matki. Wówczas należy poważnie zastanowić się nad odseparowaniem dziecka od chorego rodzica, choćby na okres ostrego rzutu choroby. Inny problem, to długie i częste hospitalizacje, kiedy to dziecko praktycznie nie widuje matki czy ojca i nie doświadcza jego obecności.
Na zakończenie warto podkreślić, że poza terapią, bardzo pomocne dla rodzin osób chorych na schizofrenię są grupy samopomocowe. Rodziny mogą tu wymieniać się doświadczeniami i stanowić wzajemnie dla siebie ogromne wsparcie.
dr n. med. Włodzimierz Szyszkowski
W latach 60. 70. badacze z Anglii i USA zajmowali się wpływem panującej w rodzinie atmosfery na przebieg schizofrenii. Powstało wtedy kilka teorii, które narobiły sporo zamieszania, a obecnie mają raczej znaczenie historyczne.
Taką teorią jest m. in. opisana przez naukowców z Palo Alto w Kalifornii tzw. rodzina schizofrenogenna i matka schizofrenogenna. Otóż schizofrenogenna matka miała być nadopiekuńcza wobec potencjalnie chorego na schizofrenię syna i nadmiernie go kontrolująca. Ojciec zaś bierny, wycofujący się itp. Naukowcy ci stworzyli też pojęcie tzw. podwójnego związania (ang. double bind), jakie miało sprzyjać rozwojowi schizofrenii. Przekazy wysyłane przez rodziców dziecku, zawierać miały jednocześnie dwie sprzeczne informacje, np. "Dobrze dziecko, jak już koniecznie chcesz iść do kina, to idź, nieważne, że będę czuła się samotna". Taki przekaz, powtarzany oczywiście wielokrotnie, miał powodować, tak typowe dla schizofrenii, rozszczepienie.
Teorie te w efekcie spowodowały efekt odwrotny do terapeutycznego, rodziny z piętnem schizofrenogennych czuły się winne choroby dziecka, a poczucie winy nie jest przecież uczuciem konstruktywnym i nie można na tym budować terapii w rodzinie.
Nadal natomiast za pożyteczną uważa się koncepcję expressed emotion (EE), czyli poziomu wyrażanych emocji w rodzinie. Badacze stwierdzili, że chorzy z rodzin z dużym poziomem EE mają częstsze nawroty choroby. Najczęściej wyraża się to nadmiernym, wrogim krytykowaniem chorego, lub nadmiernym zaangażowaniem emocjonalnym. Nie wyjaśnia to przyczyn schizofrenii, ale pozwala zrozumieć, jak rodzina może wpływać na przebieg tej choroby. Ważne, aby zamiast obwiniać rodzinę chorego, pokazać że wszyscy jej członkowie mogą być potencjonalnym źródłem pomocy i wsparcia dla niego. Rodzina ma swoje potrzeby, ale i mocne strony, których rolę trzeba właśnie podkreślić w radzeniu sobie z problemami, jakie niesie choroba. Terapia powinna być wielokierunkowa, ale obecnie najczęściej zawiera psychoedukację oraz ustrukturalizowaną terapię rodzinną, z podkreśleniem technik poznawczo-behawioralnych. Terapeuta powinien być w klasycznym, rogersowskim stylu ciepły, empatyczny i autentyczny.
Współcześnie podkreśla się ogromną rolę psychoedukacji dotyczącą objawów schizofrenii, jej przyczyn i przebiegu oraz leczenia.
Rodzina w wyniku zachorowania jednego z jej członków, często doświadcza uczucia żalu i straty - "To już nie jest ta sama osoba co kiedyś, straciłam/łem ją/jego". Doświadcza się też utraty oczekiwań, które się miało wobec chorego, szczególnie kiedy jest to dziecko.
Często choroba rozpoczyna się w okresie adolescencji i wczesnej młodości, kiedy to rodzice oczekują, że ich pociecha osiągnie wiele w życiu. A tu zdarza się, że młody człowiek przerywa naukę, studia, rzuca pracę, urywa kontakty towarzyskie i społeczne. Utrzymywanie nierealistycznych oczekiwań wobec chorego prowadzić może do ciągłych rozczarowań, napięć i w efekcie - nawrotów choroby. Często rodzice kurczowo trzymają się wspomnień, jakie to kiedyś było ich dziecko. Chory czuje to i odbiera jako brak akceptacji dla jego osoby. Czasem działa tu też mechanizm zaprzeczania chorobie. Zadaniem terapeuty jest pomóc rodzinie uświadomić sobie stratę bez utraty jednak widzenia pozytywnych stron, które przecież nadal istnieją. Należałoby obniżyć nieco oczekiwania i zaplanować realistyczne zamierzenia życiowe.
Ważnym problemem, z którym radzić sobie musi rodzina, jest stygmat choroby psychicznej. Społeczeństwo w większości ma stereotypowe poglądy na chorobę psychiczną. Ten stereotyp zakłąda, że schizofrenik może być agresywny, najczęściej nieprzewidywalny i cierpi na rozdwojenie osobowości. Zarówno sam pacjent, jak i jego rodzina, mogą doświadczać lub subiektywnie odczuwać odrzucenie ze strony innych krewnych, sąsiadów, znajomych. Temu poczuciu odrzucenia towarzyszyć może poczucie winy, złości bądź bezsilności. Często więc fakt choroby psychicznej się ukrywa. Rodzina ogranicza kontakty ze światem zewnętrznym do niezbędnego minimum, aby tylko się "to" nie wydało. Stygmatyzacja więc i lęk przed odrzuceniem może spowodować większe problemy, niż sama choroba, bo często jest to w istocie antycypacja odrzucenia. Unika się ludzi, którzy mogą się stać źródłem pomocy czy wsparcia (np. życzliwi sąsiedzi, przyjaciele z pracy itp.). Jeżeli choruje któryś z małżonków to dość często partner krytykuje go za zachowania, które w istocie wynikają z objawów negatywnych schizofrenii - mała aktywność, wycofanie, niezajmowanie się dziećmi, pogarszanie się statusu ekonomicznego rodziny. Podstawą dobrego małżeństwa są ciepłe uczucia i wzajemne wspieranie się. Schizofrenia jest chorobą, która może upośledzać oba te warunki. Zdrowy współmałżonek może nie postrzegać tego problemu w kategoriach objawów choroby, ale przypisywać partnerowi świadome wycofywanie się z obowiązków. Może doświadczać depresji, czy szukać wsparcia u kogoś spoza małżeństwa, co z kolei budzi zazdrość chorego. Schizofrenia sama w sobie może upośledzać funkcje seksualne, ale mogą też to robić leki. Lekarze bardzo rzadko pytają o tę sferę życia, a pacjenci w związku z tym o tym nie mówią. Terapia powinna uwzględniać także ten aspekt życia.
Szczególnie trudnym problemem jest radzenie sobie dziecka z chorobą jednego z rodziców. Niektórzy chorzy potrafią ukrywać swoje urojenia i halucynacje lub kontrolować je. Wtedy dziecko nie jest narażone na stres związany z taką demonstracją ostrych objawów. Jeśli objawy są często eksponowane, dziecko może być zestresowane i chronicznie smutne. Jest zdezorientowane, nie rozumie, co się dzieje z mamą czy tatą. Trzeba to dziecku wyjaśnić, bo może się zdarzyć, że będzie się czuło winne chorobie rodzica i będzie ją przypisywać swemu złemu zachowaniu.
Ważny jest przebieg choroby, jeśli rzuty są rzadkie i remisje długie, dziecko może odróżnić zdrowe zachowanie rodzica od zaburzonego. W przypadku chronicznego występowania objawów i zaburzonego zachowania, dziecko może nie umieć tego odróżnić. Ma to oczywiście niekorzystny wpływ na jego dorastanie. Ale postawa zdrowego rodzica wobec chorego jest też istotna dla rozwoju osobowości dziecka. Jeśli zdrowy rodzic jest bardzo krytykujący bądź wrogi wobec swego chorego partnera, dziecko może przyjąć tę samą postawę, albo odwrotnie, zacznie chronić i bronić chorego rodzica.
Najbardziej dramatyczna sytuacje jest wtedy, gdy dziecko znajdzie się w systemie urojeniowym ojca czy matki. Wówczas należy poważnie zastanowić się nad odseparowaniem dziecka od chorego rodzica, choćby na okres ostrego rzutu choroby. Inny problem, to długie i częste hospitalizacje, kiedy to dziecko praktycznie nie widuje matki czy ojca i nie doświadcza jego obecności.
Na zakończenie warto podkreślić, że poza terapią, bardzo pomocne dla rodzin osób chorych na schizofrenię są grupy samopomocowe. Rodziny mogą tu wymieniać się doświadczeniami i stanowić wzajemnie dla siebie ogromne wsparcie.